Największy monument morski na Pomorzu Zachodnim. (Maszt z s/s Kaszuby)

Autor: Ziemowit Sokołowski

Maszt, wraz z klasycznymi urządzeniami przeładunkowymi (bomami) usytuowany został (w 1990 r.) w Szczecinie u zachodniego wylotu Trasy Zamkowej. Jego wygląd obrazują zdjęcia 1 oraz 2a, 2b i 3. 

Tyle pozostało ze zbudowanego w Bremie (w 1929 r.) drobnicowca s/s Wisconsin, napędzanego tłokową maszyną parową. Jego długość całkowita wynosiła 150 m, pojemność 8,3 tys. BRT i nośność 9,6 tys. DWT. Pływając pod banderą francuską, zatrudniony był głównie na trasie Le Hawr – Nowy York. W ciągu swego życia, kilkakrotnie zmieniał nazwę.

W 1951 r. został zakupiony przez Polskie Linie Oceaniczne i otrzymał nową nazwę Fryderyk Chopin. 

Od 1954 r. pracował jako dalekomorska baza rybacka PPDiUR  Dalmor w Gdyni. W 1957 otrzymał kolejną nazwę Kaszuby.

Od 1958 r przeszedł na własność PPDiUR Gryf w Szczecinie, nadal wykonując funkcję dalekomorskiej bazy rybackiej.

Począwszy od 1973 r., już jako „Kapitan Konstanty Maciejewicz”, statek użytkowany był jako zacumowany na stale przy Wałach Chrobrego hulk szkolny tutejszego Liceum Morskiego. Na statku znajdowały się pomieszczenia dydaktyczne oraz bytowe dla uczniów liceum. Stare widoki z tego okresu zawierają zdjęcia 7 i 8. Statek został zezłomowany w stoczni szwedzkiej w 1985 r. Jego następcą, jako jednej z baz rybołówstwa morskiego został m/s Kaszuby II.

Na fundamencie masztu umocowane są 2 tabliczki informacyjne. Jedna z nich (zdjęcie 4) odnosi się do historii statku. Druga (zdjęcie 5) – zawiera skróconą biografię patrona statku i Liceum Morskiego – Kapitana Żeglugi Wielkiej Konstantego Maciejewicza. Ten wybitny marynarz a zarazem pedagog, należy do elitarnego grona osób najbardziej zasłużonych dla polskiej gospodarki morskiej.

Z uwagi na długoletnią służbę statku w roli pływającej bazy rybackiej, można by uznać jego maszt – jako monument polskiego rybołówstwa dalekomorskiego. Dalekomorska flota rybacka, działała setki a nawet tysiące mil od portów macierzystych. Warunki bytowe na statkach łowczych były spartańskie. W tej sytuacji dostawy zaopatrzenia, części zamiennych, odbiór złowionej ryby, niektóre remonty, opieka medyczna, dostawa poczty oraz możliwość obejrzenia filmów odbywały się za pośrednictwem baz rybackich i statków łącznikowych.

Nie należy zapominać, że polska flota połowów dalekomorskich w 60, 70 i 80 latach minionego wieku, zaliczała się do najnowocześniejszych na świecie. Dostosował się do tego również potencjał produkcyjny polskich stoczni. W Polsce budowano nowoczesne jednostki łowcze, statki łącznikowe i dalekomorskie bazy rybackie. Ze statków łowczych wypada wymienić przynajmniej: trawlery do połowów z rufy, trawlery do połowów z burty, lugrotrawlery, trawlery przetwórnie, trawlery zamrażalnie, tuńczykowce, statki do polowania na foki, statki badawcze i różne typy kutrów. Z większych jednostek były to: bazy przetwórnie, bazy śledziowe i chłodnie transportowe. Zaplecze naukowe w dziedzinie rybołówstwa stanowił Morski Instytut Rybacki w Gdyni z oddziałem w Świnoujściu. Kwalifikowane kadry oficerskie zapewniały Państwowe a następnie Wyższe Szkoły Morskie w Szczecinie i Gdyni. Ponadpodstawowe szkolnictwo morskie realizowane było w Gdyni, Szczecinie, Świnoujściu ,Kołobrzegu Policach i Darłowie.

Główny potencjał polskiego rybołówstwa dalekomorskiego (ponad 70%), ulokowany był na Pomorzu Zachodnim. Stanowiły go statki i porty rybackie państwowych przedsiębiorstw: Odry w Świnoujściu oraz Gryfa w Szczecinie. Największym przedsiębiorstwem na wschodnim wybrzeżu był gdyński Dalmor. Z kolei dalekomorskie bazy rybackie oraz statki łącznikowe były głównie w gestii przedsiębiorstwa Transocean ze Szczecina. Tu również mieściło się Zjednoczenie Gospodarki Rybnej. W oparciu o dalekomorskie bazy rybackie i statki łącznikowe, polska flota dokonywała połowów na całej kuli ziemskiej. Znaczna część odłowów trafiała do pobliskich państw nadbrzeżnych. Reszta, po powrocie do kraju sprzedawana była na rynku wewnętrznym. 

Upadek polskiego rybołówstwa dalekomorskiego, rozpoczął się wraz z postępującym zawłaszczaniem przez państwa nadbrzeżne najbogatszych w ryby oceanicznych łowisk szelfowych. Wyznaczenie 200 milowych stref rybołówstwa przez te państwa i pobieranie przez nie wysokich połowowych opłat licencyjnych, uczyniło dla Polski tą gałąź gospodarki nieopłacalną. Z około 150 dalekomorskich jednostek łowczych (w szczytowych okresach) pod polską banderą, przetrwało ich zaledwie kilka.

Opisywany monument – choć imponujący wielkością, stanowi zaledwie skromną formę wyrażenia uznania dla ciężkiej pracy rybaków dalekomorskich. Wielomiesięczne rejsy bez zawijania do portów i  nienormowany czas pracy – to tylko niektóre aspekty trudnej pracy rybaka dalekomorskiego. Należy się Im nasz szczególny szacunek. Szkoda, że słaby stan techniczny masztu – stanowi zagrożenie dla jego dalszego istnienia oraz dla bezpieczeństwa zwiedzających osób. Informują o tym tabliczki umieszczone w jego pobliżu. 

Miejsce, na którym postawiono maszt jest również szczególne. Informują o tym znajdujące się tam tabliczki informacyjne (zdjęcia 6a i 6b). Otóż, znajdował się w tym miejscu nowoczesny budynek teatru o interesującej architekturze. Precyzyjnie przeprowadzone przez lotnictwo RAF naloty dywanowe w 1944 i 1945 r. celowo oszczędziły budynek, który odniósł tylko nieznaczne uszkodzenia. Naloty zmasakrowały port, stocznie, prawie cały przemysł i elektrownie oraz zabytkową część miasta. Teatr jednak ocalał. Co dziwniejsze, nie zniszczyły go również zwycięskie wojska Armii Czerwonej, po wkroczeniu do miasta. Haniebną decyzję o rozbiórce budynku i wysłaniu pozyskanej w ten sposób cegły do odbudowy Warszawy, podjęły już ówczesne polskie władze miasta. A przecież całe centrum Szczecina wyglądało jak wielkie morze gruzów. Cegły zatem nie brakło. Ten sam los spotkał pobliski Dom Koncertowy i kilka innych wartościowych obiektów budowlanych na terenie województwa. W rezultacie tej karygodnej decyzji, Szczecin po dzień dzisiejszy nie dorobił się obiektu kulturalnego – tego formatu. Miasta nie było na to stać. Obecnie artyści Opery i Operetki zmuszeni są do występów w obiekcie budzącym skojarzenia z namiotem cyrkowym.

Przy porównywalnej skali zniszczeń, historyczne centra Wrocławia i Gdańska zostały mniej lub bardziej pieczołowicie odrestaurowane. Szczecin nadal nie posiada centrum historycznego ani nowoczesnego. Może przynajmniej ten maszt ocaleje?. Chyba byłby to dobry początek, po kilkudziesięciu latach marazmu.