Great Isaack Cay

Ziemowit Sokołowski.

Tajemnicze zaginięcie latarników.
Great Isaack Cay Lighthouse.
Obszar Wysp Bimini w archipelagu Bahama.
26º02’41”N 79º05’22”W


Zbudowana w 1859 r żeliwna latarnia morska stanowiła znak orientacyjny dla statków nawigujących pomiędzy Nassau a Florydą. Wysokość wieży 46 m.npt. Wzniesienie światła 54m. npm. Zasięg 23 Mm (43 km). Charakterystyka 1 biały błysk /15 s.
Z początkiem sierpnia 1969 r na wyspach sąsiednich wyspach zaobserwowano nietypowe błyski światła emitowane przez tą latarnię. Próba wyjaśnienia tego faktu, poprzez nawiązanie łączności radiowej z latarnikami, nie powiodła się.
W dniu 4 sierpnia, wysłano ekipę ratowników, którzy na miejscu stwierdzili nieobecność obydwóch odbywających służbę latarników. W ich kwaterach był należyty porządek. Zarówno odzież, jak żywność oraz sprzęty wyposażenia były na swoich miejscach. Wszystkie urządzenia latarni były w stanie nienaruszonym, a ostatnie zapisy w dzienniku latarnianym -nie wskazywały na jakiekolwiek zagrożenie.


Jedynie latarników nie udało się nigdy odnaleźć.
Próbowano to tłumaczyć na różne sposoby. Niektórzy upatrywali w tym tajemnicze oddziaływanie Trójkąta Bermudzkiego. W latach 1779-2008 odnotowano tam liczne a niewytłumaczone logicznie, zaginięcia statków wraz z załogami, jak również samolotów. Zdarzały się również przypadki, że odnajdowano na morzu dryfujące statki pozbawione załóg. Znamienne, że ponad 50 tego typu tajemniczych wydarzeń miało miejsce po II Wojnie Światowej. W tym czasie statki i samoloty były już wyposażone w łączność radiową, radary oraz inne nowoczesne instrumenty nawigacyjne. Tym bardziej było zdumiewające, że znikały w tak tajemniczy sposób.
Innym wyjaśnieniem mogła być okoliczność, że przyległe obszary były (i są nadal) miejscem intensywnej działalności handlarzy narkotykami oraz bronią. Ludzie tego pokroju zdolni są do każdej zbrodni. Być może latarnicy narazili się im w jakiś sposób i dlatego musieli zniknąć. Według innej wersji: w ramach wolnego czasu latarnicy mogli wypłynąć w morze motorówką aby trochę powędkować. Niespodziewany silny szkwał przewrócił łódź, a reszty dokonały rekiny. Taka już ich natura. Ale są to tylko domysły.

Zaginionymi latarnikami byli Ivan Major i B. Mollings. Kolejnych latarników nie zatrudniono ponieważ w 1969 roku nastąpiła automatyzacja latarni Great Isaack Cay Lighthouse Dezaktywacja odbyła się w latach 2000-2008. Usunięto nawet schody, aby zablokować dostęp do wieży. Wieża wykazuje oznaki daleko posuniętej korozji a znajdujące się w pobliżu budynki, stopniowo popadają w ruinę. Nie zniechęca to jednak licznych żeglarzy, którzy chętnie zwiedzają to miejsce. Otóż Morze Karaibskie i przylegle wody były w przeszłości ostoją piratów spod znaku „czarnej bandery”. Niektórzy upatrują w tym specyficzny „romantyzm morza”. Wprawdzie współczesne piractwo pleni się się gdzie indziej bo u wybrzeży Somalii, ale nie usłyszymy tam łopotu białych żagli. Zamiast tego stosowane są szybkie łodzie, wyposażone w potężne silniki. Cała reszta pozostaje bez zmian.
Wydaje mi się, że tajemnica zniknięcia latarników obsługujących Great Isaack Cay Lighthouse pozostanie niewyjaśniona. A może jednak się mylę?.

Matinicus Rock

Ziemowit Sokolowski

Matinicus Rock Lighthouse.
43º47’50”N 68°51’18”W
USA Stan Maine.

Ta wciąż aktywna latarnia morska zasługuje na uwagę zarówno pod względem lokalizacji, konstrukcji jak i niezwykłych wydarzeń z nią związanych. Usytuowana została na skale oddalonej o ok 10 km od stałego lądu. Sama skała o powierzchni ok 32 akrów (13 ha) nie jest monolitem, przypomina raczej ogromną stertę granitowych głazów różnej wielkości. Porasta ją nikła roślinność. Wznosi się do ok 50 stóp (15 m) nad średni poziom wody. Przy sztormowych wiatrach i w czasie równoczesnego przypływu ulega podtapianiu. Co gorsza głazy pod wpływem fal i prądów morskich ulegają przemieszczaniu. Pomimo tego, pierwsza stacja nautyczna działała w tym miejscu już od 1827 r. Skała znajduje się o około 5 mil na południe od zamieszkałej wyspy Matinicus. Sama nazwa „Matinicus” w języku autochtonicznych mieszkańców oznacza „oddaloną wyspę”. Załączone zdjęcia pochodzą ze zbiorów Straży Przybrzeżnej USA oraz Wikipedii. Jest to jedna z ważniejszych pośród 11 latarń morskich u wybrzeża Stanu Maine.

Pierwszy budynek latarni morskiej zbudowany był z kamienia. Po jego obydwóch stronach wzniesiono 2 drewniane wieże oddalone od siebie o 40 stóp (12,2 m). Każda z nich emitowała stałe światło białe.
W styczniu 1839 r sztorm wyrządził wiele szkód w budynkach i wygasił światła nawigacyjne. Szkody wkrótce naprawiono.

W lutym 1842 r kolejny wielki sztorm zmusił latarnika i jego rodzinę do schronienia się na strychu. Skrzydło kuchenne budynku zostało całkowicie zniszczone, a na pierwszym piętrze było wody po pas. Koniecznym był kolejny remont.

Nowy granitowy dom dla latarników został zbudowany w 1846 r. Stare drewniane wieże zdemontowano a w ich miejsce postawiono wieże kamienne. Stary budynek służył odtąd jako magazyn. W 1856 r zainstalowano dzwon (używany w czasie mgły) o wadze blisko 1 tony. W 1867 r zbudowano nową dzwonnicę. W 2 lata później zainstalowano parową syrenę mgłową -jedną z pierwszych na świecie. Dzwon został zachowany jako sygnał zapasowy. Od 1869 r głównemu latarnikowi przydzielono do pomocy 3 osoby. W 1877 r zbudowano dla nich (i ich rodzin) dodatkowe pomieszczenia mieszkalne. W rok później odbudowano budynek sygnalizacji mgłowej zmieciony przez sztorm. Latarnia miała łączność telefoniczną z wyspą Matinicus, oraz stałym lądem. Jedną z nielicznych rozrywek latarników było słuchanie radia oraz płyt ze sprężynowego patefonu. Młodsze dzieci uczyły się w domu.
Jeszcze wcześniej bo w 1857 r zbudowano nową parę granitowych wież oddalonych od siebie o 180 stóp (55 m), które przez 67 lat emitowały 2 światła. W laternach znajdowały się soczewki Fresnela III rzędu. Wzniesienia ich świateł wynosiły 90 i 85 stóp (27 i 25,9 m) nad średnio wysoką wodę. W 1924 r wygaszono światło na północnej wieży.
Kolejny sztorm w1933 r podmył dom latarników. W 1949 r 19 letni strażnik Straży Przybrzeżnej (Coast Guard) zginął podczas próby lądowania na skale przy wzburzonym morzu.

W następnym roku, po kolejnym sztormie Straż Przybrzeżna usunęła większość zabudowań gospodarczych. Południowa wieża latarni nadal emituje światło nawigacyjne, które w 1983 r. zostało zautomatyzowane. Wzniesienie białego światła wynosi 27 m npm, a jego zasięg 20 mil morskich (37 km). Charakterystyka światła 1 błysk/10s. Na skale zbudowano również lądowisko dla śmigłowców. Generator dieslowski został zastąpiony przez panele słoneczne w 2007 r. W pobliżu wieży działa sygnał mgłowy emitujący dźwięk co 15 s. Z nowszych systemów przybyły automatyczna stacja pogodowa oraz radiolatarnia lotnicza. Obydwie zasilane są z paneli słonecznych. W dawnym budynku latarników działa w okresie lęgowym stacja ornitologiczna Towarzystwa Audubon. Skala nie jest udostępniona do zwiedzania.

Lista latarników zatrudnionych w stacji nautycznej oraz na latarni wymienia kilkadziesiąt osób. Pierwszy z nich zmarł po 4 letniej służbie. Kolejny zginął w 1834 r podczas pełnienia obowiązków służbowych. Począwszy od lat 30 XX w latarnicy byli pracownikami Straży Przybrzeżnej. Amerykanie kontynuujący brytyjskie tradycje morskie, zawsze doceniali pracowników dbających o bezpieczeństwo żeglugi. W związku z tym status społeczny latarników (zwłaszcza głównych) w USA był wysoki.

Mianowany przez Prezydenta Franklina Pierce, główny latarnik Samuel Burgess rozpoczął służbę w 1853 r. Sprowadził się na stację wraz z niepełnosprawną żoną i kilkorgiem dzieci. Najstarsza córka Abbie szybko nauczyła się pomagać ojcu w pracy w latarni. Dzięki temu mógł dodatkowo wspomagać budżet rodzinny przez połów i sprzedaż homarów.

W styczniu 1856 r ojciec wyruszył żaglówką aby odnowić zapasy. Na stacji pozostały 16 letnia Abbie, chora matka i jej młodsze siostry. Po południu sztorm wywołał tak duże fale, że prawie cała Matinicus Rock znalazła się pod wodą. Dziewczyna przeniosła chorą matkę i siostry do północnej wieży, jako jedynego w miarę bezpiecznego schronienia. Zdołała nawet uratować 10 kur zamieszkujących w kurniku, póki jeszcze był. Przez 3 tygodnie morze było tak wzburzone, że żadna pomoc nie mogła nadejść. Przez ten cały czas Abbie samodzielnie obsługiwała światła latarń i opiekowała się matką i siostrami. Pod koniec ich dzienny posiłek na osobę ograniczał się do 1 jajka i filiżanki papki kukurydzianej. Przez ten cały czas światła latarni działały niezawodnie. Podtrzymywało to nadzieję Samuela że mimo wszystko, po powrocie zastanie swą rodzinę w komplecie.

Ojciec stracił pracę w 1861 r. ze względów „politycznych”, ponieważ nie poparł w wyborach Abrahama Lincolna. Skąd my to znamy?.
W jego miejsce głównym latarnikiem został kapitan John Grant, który przybył tam z synem Isaakiem jako asystentem. Abbie pozostała na latarni aby przeszkolić juniora Granta. Młodzi nawiązali romans, który po upływie roku zakończył się ślubem. Te i inne okoliczności sprawiły, że na świat przyszło 4 dzieci.. Oboje nadal pracowali jako latarnicy. W 1875 r. przeprowadzili się wraz z 4 synami na latarnię morską Whitehead Light w pobliżu St. George, również w Stanie Maine. Pracowali tam razem przez 15 lat. Abbie Burgess zmarła w 1892 r. W swym ostatnim liście do przyjaciółki napisała, że często śniły się jej światła latarń na Matinicus Rock. Jako osoba wierząca w „życie po życiu”, niekiedy zastanawiała się czy „po tamtej stronie” są również latarnie morskie. Życzyła sobie nagrobka właśnie w kształcie wieży latarni morskiej. W wiele lat później gdy historyk morski Edward R. Snow odnalazł jej grób, to życzenie zostało spełnione. Jej imieniem nazwano stacjonujący w Rockland statek serwisujący morskie oznakowanie nawigacyjne. Natomiast autorzy Peter i Connie Roop napisali o niej popularną książkę dla dzieci. Jej tytuł: „Keep the Lights Burning, Abbie „ (Podtrzymaj płonące światła, Abbie). Dzięki swej odwadze i determinacji bohaterka tych wydarzeń, na trwałe wpisała się do amerykańskich i światowych tradycji morskich.

Ida Lewis

Ziemowit Sokołowski

Lime Rock Lighthouse
41º28’40”N 71º19,35”W
Ida Lewis Rock lighthouse.
USA.

Aktywna od 1854 r latarnia morska była początkowo niewysoką kamienną wieżą z soczewką Fresnela. Światło zapewniał palnik olejowy. Lime Rock jest skałą odległą od najbliższego brzegu o ok. 200 m. Początkowo latarnik codziennie wiosłował do wieży aby obsługiwać światło. W razie niepogody mógł schronić się w małym, drewnianym domku. W 1857 r ostatecznie zbudowano ceglaną wieżę, przylegającą do 2 kondygnacyjnego budynku latarników. Kwadratowa wieża miała wysokość 4 m. Wzniesienie światła wynosiło 9,1 m. Pierwotnie zastosowano soczewkę Fresnela VI rzędu. Dezaktywacja światła oryginalnego nastąpiła w 1927 r. Acetylenowo/elektryczne światło automatyczne umieszczone na szkieletowej wieży, zostało ostatecznie zdezaktywowano w 1963 r. Ta skromna latarnia morska zbudowana w stylu „greckiego odrodzenia” została wpisana do Narodowego Rejestru Miejsc Historycznych. Oryginalna soczewka została umieszczona w Muzeum Historii w Newport. Załączone zdjęcia 4 i 5 pochodzą e starej pocztówki. Pozostałe z „Wikipedii”.

Zdj. 2

Druga nazwa tej samej latarni morskiej, pochodzi od imienia i nazwiska latarniczki a zarazem zasłużonej ratowniczki życia na morzu. Była to Idawalley Zorada Lewis. Urodziła się w Newport w stanie Rhode Island w 1842 r. Z punktu widzenia pochodzenia, to świetnie wpisywała się w rodzinne tradycje morskie. Jej ojcem był kapitan Horsea Lewis -pilot tamtejszej żeglugi przybrzeżnej. Jednak jego praca jako głównego latarnika trwała zaledwie 4 miesiące. Później doznał udaru mózgu, a obowiązki w służbie latarniczej przejęła żona. Ida jako najstarsza z czwórki rodzeństwa, codziennie udawała się ciężką drewnianą łodzią wiosłową do szkoły, oraz przywoziła z miasta niezbędne zaopatrzenie. Ida i jej matka opiekowały się latarnią Lime Rock latach 1857-1872 r, do śmierci ojca. W 1879 r matka otrzymała nominację na głównego latarnika. W 1870 r Ida wyszła za mąż z kapitana Williama Wilsona. Małżeństwo trwało tylko 2 lata. Potem powróciła do pracy w latarni. Matka i córka wspólnie obsługiwały latarnię, prowadziły gospodarstwo domowe i opiekowały się młodszymi dziećmi. Po śmierci matki Ida została głównym latarnikiem z pensją 600 dolarów rocznie.

Zdj. 3
Zdj. 4


Na tym stanowisku pracowała aż do śmierci w 1911 r. Jako pożegnanie w noc jej zgonu bito w dzwony na wszystkich statkach cumujących w Newport. Poza rutynowymi pracami latarniczymi, Ida zasłynęła jako nieustraszona wioślarka i najlepsza pływaczka w Newport. Jej wyczyny w ratownictwie morskim budzą najwyższy szacunek. W ciągu 39 lat pracy na Lime Rock uratowała 18 osób. Niektórzy twierdzili, że było ich jeszcze więcej. Stowarzyszenie Dobroczynne Ratowania Życia w Nowym Jorku przysłało jej srebrny medal i czek na 100 dolarów. Najwcześniejszą samotną akcję ratowniczą podjęła już w wieku 12 lat. Wówczas podjęła z wody 4 niedoświadczonych żeglarzy, których żaglówka uległa wywróceniu. . Ostatnią pomyślną akcję ratowniczą przeprowadziła w wieku 64 lat. Uratowała wówczas przyjaciółkę, która wypadła za burtę swej łodzi.
W Dniu Niepodległości w Newport odbyła się parada na jej cześć, w której zaprezentowano m in elegancką mahoniową łódź czerwonymi aksamitnymi poduszkami, złotym warkoczem wokół burt i pozłacanymi dulkami. W wieku 64 lat Ida została dożywotnią beneficjętką Carnegie Hero Fund (Fundusz Bohaterów Carnegie) z miesięczną emeryturą w wysokości 30 dolarów.

Zdj. 5

Nawet ówczesny prezydent USA Ulysses S. Grant wraz z wiceprezydentem Schulier Colfax’em, uznali za stosowne odwiedzić bohaterkę w 1869 r. W 1881 r. W Rocznym Raporcie Służby Ratowniczej USA poinformowano, że najwyższe odznaczenie zostało wręczone pani Idzie-Lewis Wilson. W 1924 r zmieniono oficjalnie nazwę latarni morskiej z Lime Rock na Ida Lewis Rock. Był to jedyny tego rodzaju przypadek aby nazwa latarni morskiej pochodziła od nazwiska zasłużonego latarnika. Od 1928 r miejscowy ośrodek żeglarski nosi nazwę Ida Lewis Yacht Club. Na proporcu tego jachtklubu jest ukazana niebieska latarnia morska na czerwonym tle oraz 18 białych gwiazd, jako wspomnienie osób uratowanych przez Idę Lewis. Na budynku nadal zapalane jest światło ceremonialne ku jej pamięci Natomiast od 1995 nowa klasa statków serwisujących morskie oznakowanie nawigacyjne otrzymuje kolejne nazwy począwszy od Idy Lewis, później również od innych zasłużonych latarników USA. Dobrze, że również w ten sposób docenia się tam tradycje morskie.

Rocher aux Oiseaux

Ziemowit Sokołowski.

Rocher aux Oiseaux
Bird Rock Lighthouse
47º50’17”N 61°08’44”W

Kanada, Zatoka Św. Wawrzyńca.

Francuska i angielska nazwa oznacza latarnię morską zbudowaną na „Ptasiej Skale”. Po raz pierwszy aktywowano tą latarnie 20.09.1870 r. Światło białe stałe wzmacniane soczewką Fresnela 2 generacji. Wzniesienie światła wynosiło 140 stóp, a jego zasięg 21 mil morskich (38,9 km). W 1873 r zainstalowano działo jako sygnał mgłowy. Była to armata ładowana prochem od przodu lufy. W 1895r zastosowano nowocześniejszy typ działa. W 1906 r w miejsce działa zainstalowano trzy calowy diafon.

W 1887 r zbudowano nową 39 metrową drewnianą wieżę o przekroju sześciokąta. Zmieniła się charakterystyka światła. Blask 15 s, zaciemnienie 5 s. W 1908 r podwyższono wieżę o 3,7 m i wzmocniono konstrukcję odciągami linowymi. Płaski szczyt skały pokryty zimą śniegiem i lodem, utrudniał poruszanie się pomiędzy budynkami. Zwłaszcza przy huraganowych wiatrach. Ze wspomnień wynika, że w ekstremalnych warunkach poruszano się niekiedy. ..na czworakach!.
W 1955 r skutkiem uderzenia pioruna spłonęło kilka budynków stacji nautycznej. W dwa lata potem zbudowano trzypokojowy bungalow i czteropokojowe mieszkanie dla latarników. W 1967 r nastąpiła kolejna przebudowa. Wieża jest sześciokątną w przekroju 15,2 m konstrukcją z drewna i betonu o wysokości 15,2 m. Wzniesienie światła wynosi 49 m. Charakterystyka białego światła 1 błysk/15 s. Zasięg 20 mil morskich (37 km). Do podstawy latarni prowadzi 147 stopni zbudowanych przy północnym klifie. Do przeładunku zaopatrzenia używano dźwigu zamontowanego na szczycie skały o wysokości ok. 35 m. Szczególnie zimą oddalenie się od normalnego życia na stałym lądzie, było uciążliwe dla latarników. Poza rutynowymi, pracami latarnicy i ich rodziny mieli niewielkie możliwości relaksujących zajęć. Lektura książek, gry planszowe i karciane, słuchanie płyt, obserwowanie ptaków, wędkowanie i polowanie w czasie odpowiedniej pogody. Później doszło do tego słuchanie radia i oglądanie telewizji.

Pamiętnym wydarzeniem w dniu 20 sierpnia 1939 r była niespodziewana wizyta prezydenta USA Franklina D. Roosevelta. Przybył tam motorówką zwodowaną z zakotwiczonego okrętu wojennego, w towarzystwie kilku osób. Prezydent wyraził chęć sfotografowania się z głównym latarnikiem J. Marc Richardem. W bezpośredniej bliskości latarnika znajdował się jeden z tamtejszych ptaków. Ten fruwak nie okazywał żadnego onieśmielenia w obecności tak znakomitych osób.

Latarnicy i ich rodziny przebywali w latarni do 1961 r. Później zastąpiły ich załogi Kanadyjskiej Straży Przybrzeżnej, które zmieniały się co 28 dni. Automatyzacja nastąpiła w 1987 r. Od tej pory załogi straży przybrzeżnej przybywały wyłącznie śmigłowcami w celu przeprowadzenia okresowych konserwacji oraz niezbędnych napraw. Załączone zdjęcia archiwalne pochodzą ze zbiorów Library and Archives of Canada.

Trochę wspomnień z niezwykłych zdarzeń.


Archipelag Wysp Magdaleny w skład którego wchodzi Bird Rock pomimo stosunkowo niewielkiej szerokości geograficznej, odznaczał się surowym klimatem. Sezon żeglugowy w Zatoce Św. Wawrzyńca trwał od kwietnia do grudnia. Później następował czas sztormów i zalodzenia wód zatoki, uniemożliwiające dostawę zaopatrzenia i wymianę załóg. Ówczesne statki używane w żegludze przybrzeżnej, najczęściej miały konstrukcję drewnianą i zazwyczaj napędzane były żaglami. Niewielka ich wytrzymałość oraz ograniczona manewrowość sprawiały, że były mało przydatne do nawigacji w lodach.

Dla ostrzegania statków przed niebezpieczeństwem, latarnicy pełnili służbę przez cały rok. Ekstremalnie trudne warunki pogodowe, praca w osamotnieniu i zmęczenie, stały się przyczyną wielu nieszczęśliwych wypadków. Dodatkowo obecność gniazdujących tam chmar ptaków morskich z ich nieustającym jazgotem i wszechobecnymi odchodami, były dodatkowym utrudnieniem. Z powodu ptasiego fetoru wszystkie okna w pomieszczeniach mieszkalnych pozostawały z reguły zamknięte. Dodatkowo tak liczna populacja ptaków na skale spowodowała skażenie wody z której korzystali mieszkańcy latarni. Stało się to przyczyną kilku fatalnych następstw.

Na początku kwietnia 1880 r główny latarnik Whalen, jego syn i drugi latarnik wybrali się na polowanie na foki na paku lodowym. W latarni pozostała jedynie żona latarnika. Zimowa burza sprawiła, że trzej mężczyźni dryfowali po zatoce. Asystent latarnika zdołał wrócić następnego dnia. Pozostali dwaj utonęli.

W 1881 r podczas próby wystrzału z działa, od lontu zapaliła się i zdetonowała otwarta beczka prochu. Zginęli główny latarnik Charles Chiasson i jego syn. Trzecia osoba zmarła w kilka godzin później. Podmuch wybił wszystkie szyby w latarni morskiej.

Kolejny wypadek z armatą wystąpił w czerwcu 1891 r. Główny latarnik Telesphore Turbide załadował ładunek prochowy. W oczekiwanym czasie, działo nie wystrzeliło. Badając tego przyczynę włożył wycior do lufy. W tym momencie armata odpaliła odrzucając go na kilka metrów i prawie odrywając prawą rękę. Jakby tego było mało, to we wrześniu 1896 r spadł na niego żuraw używany do wciągania zapasów na górę skały. Wówczas uznano go za niezdolnego do dalszej służby. Jako rekompensatę przyznano mu dożywotni roczny zasiłek w wysokości 180 dolarów.

W marcu 1897 r, powtórzyła się sytuacja z 1880 r. Trzej latarnicy wybrali się aby zapolować na foki. Dwaj z nich zginęli w czasie sztormu. Trzeci zaledwie 17 letni Arsine Charles, w ciągu trzech dni przebył po lodzie 60 mil. Po drodze pożywiał się mięsem upolowanej foki. W końcu dotarł do Baie Saint Laurent, będąc już u kresu sił. Zmarł w 15 dni później. Żonę latarnika pozostałą samotnie na skale, uratował rządowy statek ratowniczy.

Następny wypadek z prochem nastąpił w 1897 r. Asystent latarnika Hippolyte Melanson został poważnie ranny podczas strzelania z pistoletu na naboje mgłowe.

Dla odmiany w marcu 1912 r jeden z latarników wziął strzelbę aby zapolować na kaczki. Gdy nie wrócił o oznaczonej godzinie, jego żona poprosiła pozostałych o rozpoczęcie poszukiwania. Znaleziono go martwego w wodzie w pobliżu krawędzi kry.
W 1922 r skażona woda stała się przyczyną śmierci latarników Philiasa Richarda i Albina Bourque. Pierwszy z nich miał zaledwie 21 lat. Pozostali dwaj latarnicy doznali przejściowo, częściowego paraliżu. Jedynie teściowa Albina była na tyle zdrowa, że zdołała wysłać sygnał alarmowy. Dzięki temu przybył statek ratowniczy. Prawdopodobnie przyczyną zatrucia były ptasie odchody, które przedostały się do cysterny magazynującej wodę pitną.

Fatalne pasmo zdarzeń w latach 1880-1922, w późniejszych czasach zostało na szczęście przerwane
Nie doszło już więcej do żadnego nieszczęścia. A przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Prawdopodobnie ściślej przestrzegano procedur, szczególnie w odniesieniu do użycia materiałów wybuchowych i bardziej respektowano przepisy BHP. No i może polowano …z większą rozwagą. Tak czy inaczej, praca w odosobnionych latarniach morskich nigdy nie była łatwa, ani bezpieczna. Ten kto marzył o spokojnym zajęciu na łonie przyrody, powinien wybrać sobie jakieś inne miejsce.

Le Vieille

La Vieille phare.
48º02’26”N 4º 45”23”W
Francja.
Północna część Zatoki Biskajskiej.

Usytuowana na małej wysepce latarnia morska La Vieille (tłum. Stara Latarnia lub Stara Kobieta), wraz z 2 innymi oznakowuje podejście statków z Atlantyku do brzegów Bretanii. Podstawowa elegancja nie pozwala na rozmowy o wieku pań, pozostańmy zatem przy Starej Latarni. Dominującym elementem geograficznym jest tu wysoki i skalisty cypel Pointe du Raz, który wraz z Pointe de Corsen są najbardziej na zachód położonymi miejscami kontynentalnej Francji. Obydwa przylądki wchodzą w obszar departamentu Finistere. Ta ostatnia nazwa oznacza kraniec ziemi. Natomiast słowo „raz” w bretońskim języku odnosi się do szybkiego nurtu.

Dynamiczne prądy morskie omywające niezliczone wysepki i skaliste rafy są wynikiem oddziaływania silnych atlantyckich zachodnich wiatrów generujących duże fale, oraz spiętrzeń wody spowodowanych wysokimi przypływami. Przypływy wytwarzane są przez siły grawitacji Księżyca i Słońca, a ich wielkość uzależniona jest od konfiguracji tych ciał niebieskich w stosunku do Ziemi. Na wielkich przestrzeniach oceanów i otwartych mórz ich wielkość jest umiarkowana (do ok 1 m.). Natomiast w cieśninach morskich i ujściach rzek, wywołany przez nie wzrost poziomu wody wynosi od kilku do kilkunastu metrów i powoduje silne prądy. . W rejonie pobliskiego Brestu pływy występują 2 razy na dobę. Przypływy niskie podnoszą wodę o ok 2 m, natomiast wysokie ok 6 m ponad średni stan morza. Kumulacja tych zjawisk skutkuje powstaniem ekstremalnych fal i prądów pływowych. . Okoliczne wody są dobrze odwzorowane na mapach morskich, natomiast mało czytelne na mapach lądowych. W pobliżu opisywanej latarni prędkość pływowych prądów na kierunkach E i W wynosi od 6-15 węzłów. Na tych akwenach zatonęło wiele statków. Za to stanowią nie małą atrakcję dla współczesnych surferów.
La Vieille phare.

Ta wciąż aktywna latarnia została zbudowana w 1887 r na maleńkiej skalistej wysepce o max wymiarach ok 62X40 m. Jest to kwadratowa, granitowa budowla zakończona laterną, otoczoną galerią. Wysokość wieży npt 27 m. W odległości ok 1,1 km w kierunku wschodnim znajduje się wspomniany wcześniej Pointe du Raz. Jedyny dostęp do latarni zapewniała prosta przystań z bloków kamiennych, pławy cumownicze oraz napędzana ręcznie -wymyślna konstrukcja złożona z lin, wysięgników, dźwigni i bloków. Coś na kształt kolejki linowej. Jej użycie wymagało niemałej siły fizycznej, zręczności oraz odwagi. Dostęp dla łodzi i statków serwisowych był możliwy jedynie od strony północnej, lecz nie podczas znacznego falowania. Przykład tego rodzaju mechanizmów, stosowanych dawniej na innych trudno dostępnych latarniach, obrazuje poniższe zdjęcie. Minimalna obsada tego urządzenia, wymagała pracy przynajmniej 2 osób na latarni, oraz załóg łodzi/statków serwisowych. Obecnie latarnia osiągalna jest jedynie przy użyciu śmigłowca.

Nawigacyjne światło sektorowe: zielone, czerwone i białe- świeci w 9 sektorach. Sekwencja: światło/zaciemnienie (w sek.) 4+1+4+1+1+1. Sygnał mgłowy lit R alfabetu Morse’a (.-.). Dźwięk co 60 s.). Wzniesienie światła 33 m npm. Pierwotnie źródłem światła były palniki oleju mineralnego, później palniki acetylenowe. Następnie wprowadzono dieslowskie i benzynowe generatory elektryczne, działające do 1992 r. Automatyzacja miała miejsce w 1995 r. Zostało to oprotestowane przez 3 latarników, którzy odmówili opuszczenia swego niełatwego miejsca pracy. Na próżno. Bezwzględna ekonomia ma swoje prawa. Była to przedostatnia latarnia francuska obsługiwana przez latarników.
Od tej pory jest zdalnie sterowana przez ośrodek na wysepce Ile de Sein (mapa). Aktualnie źródłem światła jest żarówka halogenowa o mocy 250 W. Zasięg światła 18 mil morskich (33 km). Obecnie źródłem energii elektrycznej są panele słoneczne. Niestety ta latarnia nie jest udostępniona do zwiedzania. Szkoda, bowiem zgodnie z francuskimi zasadami farologii (nauka o latarniach morskich) wieża latarni odznacza się niewątpliwą elegancją i funkcjonalnością. Zbiorniki na wodę z ich oprzyrządowaniem są na parterze. Na piętrze usytuowano zbiorniki na paliwo płynne. Powyżej kuchnia, salon i sypialnia. Natomiast pod laterną umieszczono generatory prądotwórcze. Obok postawiono osobną wieżę zawierającą sygnał mgłowy. Dzieła inżynierów francuskich są godne podziwu od co najmniej od 200 lat. Dotyczy to również budownictwa hydrotechnicznego, w postaci latarń morskich.

Dramatyczne wydarzenia na przełomie 1925/1926 r.
Pod koniec grudnia pogoda w Zatoce Biskajskiej była fatalna przy zerowej widoczności. W tym miejscu to nic nadzwyczajnego. Szef latarników zachorował obłożnie. Natomiast dwaj pozostali (z pochodzenia Korsykanie), o nazwiskach Mandolini i Ferracci byli w gruncie rzeczy zdemobilizowanymi inwalidami wojennymi. Urodzeni w ciepłym śródziemnomorskim klimacie, bardzo cierpieli od zimna, wilgoci, wiatru a zwłaszcza od ran odniesionych w I Wojnie Światowej. W ich ciałach pozostały liczne odłamki, których chirurdzy nie zdołali usunąć. Już tylko samo wspięcie się po 120 stopniach do laterny, było okupione niemałym bólem. Pomimo tego nadal wytrwale obsługiwali światło nawigacyjne. Będąc już u kresu sił wywiesili na wieży czarną flagę, jako rozpaczliwy sygnał wezwania pomocy. Sztormowa pogoda uniemożliwiła udzielenie im ratunku jeszcze przez długi czas. W dniu 19 lutego światło na latarni zgasło, nie działał również sygnał mgłowy. Przepływający w pobliżu szkuner Suprise rozbił się na skałach i zatonął wraz z 8 osobową załogą. Dopiero w tydzień później, nieszczęśni latarnicy zostali zastąpieni. Byli wygłodniali, ich odzież zwisała w strzępach a ciała pociemniały od sadzy. W uznaniu determinacji i chwalebnej obowiązkowości, zostali później zatrudnieni w bezpieczniejszych latarniach usytuowanych na stałym lądzie. Rząd francuski nie zapomniał o zasłużonych weteranach wojennych. Dobrze, że chociaż tyle!!!. Na tle dziejów tej latarni powstały filmy dokumentalne, przygodowe oraz powieść „Le Gardien du Feu” (Strażnik Ognia). Wizerunek latarni został ukazany również na znaczkach pocztowych z 1946 r i 2003 r.

Longstone Lighthouse

Ziemowit Sokołowski

Wielka Brytania
55.64 N 1.6 W
Northumberland

Została zbudowana (na morskim pograniczu angielsko -szkockim) w archipelagu Farne, na niewielkiej wysepce (Longstone) w 1826 r. Ma postać kamiennej wieży z przylegającym do niej budynkiem latarników. Otaczający akwen jest niebezpieczny dla żeglugi ze względu na częste sztormy, zamglenia oraz skaliste rafy. Zatonęło tam wiele statków. Pierwotna nazwa tej latarni brzmiała Outer Farne Lighthouse. Po kilku modernizacjach (ostatnia 2015-2017 r) jej aktualne parametry przedstawiają się jak poniżej: wysokość wieży 26 m, wzniesienie światła 23m. Światło białe błyskowe: 1 błysk /20 s. zasięg 18 mil morskich (33 km). Zautomatyzowana w 1990 r. Operatorem jest Trinity House z siedzibą w Harwich. Do 2015 r energii elektrycznej dostarczały dieslowskie generatory. Późniejsze zasilanie to panele słoneczne. Generatory pozostały jako rezerwowe źródło energii.

Pamiętny rok 1838.

W tym roku w pobliżu Longstone zdarzyła się kolejna tragiczna katastrofa. Wskutek awarii kotłów na statku pasażerskim Forfarshire, z tej właśnie latarni została podjęta niezwykle trudna akcja ratownicza. Katastrofie uległ bocznokołowy parowiec z pomocniczym ożaglowaniem brygantyny. W momencie wejścia na rafę poruszał się pod żaglami. Statek przewożący 62 osoby, przełamał się w połowie. Zginęły 43 osoby, w tym kapitan i jego żona.

Bohaterami tej wyjątkowo ryzykownej akcji ratowniczej, byli ojciec William oraz córka Grace Darling, zatrudnieni na Longstone jako latarnicy.

7 września o poranku, 23 letnia Grace wypatrzyła z latarni tonący statek. Wymogła na ojcu aby pomimo sztormowego wiatru, wyruszyć na pomoc rozbitkom. Mieli do dyspozycji jedynie płaskodenną, bezpokładową łódź wiosłową o długości 6,4 m. Zazwyczaj tego rodzaju szalupę obsługiwało 2 wioślarzy i sternik. Tym razem działali tylko w dwójkę. Wybrali nieco bezpieczniejszą trasę od strony zawietrznej, gdzie fale były trochę mniejsze.

Zdołali wydobyć z wody 3 mężczyzn i 1 kobietę. Ta nieszczęsna kobieta trzymała w objęciach dwoje martwych dzieci.

Po powrocie do latarni, Grace roztoczyła nad rozbitkami opiekę. W tym czasie William i 2 uratowanych członków załogi, wznowili akcję ratowniczą. Pomimo zmęczenia i wyziębienia wyłowili 4 kolejnych rozbitków. Wysłana na pomoc szalupa ratunkowa z North Sunderland przybyła już po tej akcji, a jej załoga (7 osób) wskutek sztormowej pogody, również musiała schronić się w latarni morskiej na 3 dni. Na parterze był salon spełniający rolę kuchni i jadalni, u góry 3 sypialnie. Rozbitkowie i ratownicy mogli wreszcie się tam schronić, pożywić a nawet ogrzać przy kominku. To skromne miejsce mogło się wydawać rajem, po traumatycznych przeżyciach.

Grace i jej ojciec zostali odznaczeni Złotym Medalionem od Royal Humane Society oraz Srebrnym Medalem za Odwagę przez Royal National Lifeboat Institution. Grace otrzymała dodatkowo srebrne medale od Glasgow Humane Society i od Edinburgh and Leith Humane Society. Nie dość na tym. Zasłużona sława młodej kobiety jako bohaterki morza rozeszła się szeroko w Wielkiej Brytanii. Wielu malarzy przybyło na wyspę, aby ją sportretować. Na jej adres przychodziły setki listów i prezentów. Nie zabrakło także kilku propozycji małżeństwa. Zorganizowano również subskrypcje i darowizny o łącznej wartości ponad 700 funtów szterlingów (równowartość ok. 67,1 tys funtów w 2021 r). Sama królowa Wiktoria ofiarowała 50 funtów. Nawet książę Northumberland sprezentował jej rodzinie zegarek i ..srebrny imbryk. Zasłużona sława i niespodziewane bogactwo, nie zdołały niestety zapobiec tragicznej odmianie losu. Grace zmarła na gruźlicę w październiku 1842 r. Miała wówczas zaledwie 26 lat. Zanim odeszła na „wieczną wachtę”, otaczało ją grono serdecznych osób.
Pewną pociechą- chociaż niewielką może być fakt, że doceniono Ją jeszcze za życia. Na trwale wpisała się również do brytyjskich morskich tradycji. Wyrazem tego mogą być m in pomniki, obrazy, piosenki, wiersze, pocztówki oraz witrażowe „okno pamięci” w kościele św. Aidana w Bamburghu. Niektóre z nich pokazane są na załączonych zdjęciach. W legendzie o Grace Darling, określa się ją również jako „dziewczynę o włosach smaganych wiatrem”.

Latarnia Longstone jest nadal aktywna, a nawet udostępniona do zwiedzania. Wycieczki łodzią obsługiwane są przez The Golden Gate Boat Trip Company stosownie do licencji Trinity House (Dom Trójcy Świętej). Ta szacowna instytucja działająca już od ponad 500 lat (początkowo została zarejestrowana jako organizacja charytatywna), jest od stuleci odpowiedzialna za oznakowanie nawigacyjne oraz pilotaż dalekomorski.

Miejmy nadzieję, że światło tej latarni będzie aktywne jeszcze przez wiele lat, ku chwale ludzi potrafiących przeciwstawić się potędze morza, które przecież w swej naturze nie jest dobre ani złe. Działa jedynie według praw fizyki, powszechnie obowiązujących. Potrafi jednak zweryfikować ludzkie charaktery.

Tillamook Rock Lighthouse

Tillamook Rock Lighthouse
45º56’N 124º01’W
USA
Północne wybrzeże Oregonu.

Ziemowit Sokołowski

Ta działająca w latach 1881-1957 zasługuje na miano niezwykłej, a nawet niesamowitej. Dotyczyło to zarówno częstych sztormów (i dla odmiany mgieł) jakie nawiedzają to wybrzeże, usytuowania latarni na skale odległej około 2 km od lądu, oraz niezwykłych zdarzeń jakie miały tam miejsce. Z tych powodów ta latarnia uzyskała przydomek „Terrible Tilly” (Straszna Tilly”).

Problemy zaczęły się już na etapie badań odnośnie możliwości zbudowania latarni w ekstremalnie trudnych warunkach pogodowych i gruntowych. W 1879 r John Trewavas (kierownik badań) został porwany przez falę, a jego ciała nigdy nie odnaleziono. W następnym roku wysadzono dynamitem szczyt skały, co umożliwiło rozpoczęcie prac budowlanych. Budowa trwała około 500 dni. Realizację tego zadania umożliwił zamontowany na skale żuraw przeładunkowy przenoszący materiały budowlane z jednostek pływających. Żuraw jest widoczny na załączonych archiwalnych zdjęciach. Tą samą drogą transportowano również robotników. Na bazaltowym fundamencie wzniesiono ceglaną wieżę o wysokości 19 m zwieńczoną metalową laterną. Ogniskowa światła nawigacyjnego wynosiła 41 m a jego zasięg 18 mil morskich (33 km). W latarni został zainstalowany również róg mgłowy.

Na początku stycznia 1881 r budowniczowie latarni spostrzegli majaczącą we mgle sylwetkę statku zmierzającą wprost na skałę. Uruchomili wszystkie dostępne na miejscu światła i sygnały akustyczne aby go ostrzec. Żaglowiec zdołał jeszcze wykonać zwrot w stronę otwartego morza. Potem nikt już go nie zobaczył. Był to bark Lupatia przepływający w pobliżu nieukończonej jeszcze latarni. Następnego dnia morze wyrzuciło ciała wszystkich 16 marynarzy. Z całej załogi żaglowca ocalał jedynie pies.

W 1911 r. jeden z latarników malujący wieżę, spadł z wysokości około 10 m na skały. Zmarł w kilka dni później wskutek odniesionych obrażeń.
Obszar na którym zbudowano latarnię jest często nawiedzany przez sztormową pogodę generującą wysokie fale nadchodzące od Pacyfiku. Wieża kilkakrotnie była zalana po tym jak okna zostały wybite przez wzburzone morze. Wewnątrz latarnicy brodzili w wodzie, która sięgała kolan, a nawet wyżej.

W 1912 r zamurowano okna i zastąpiono je okrętowymi iluminatorami.

W 1934 r podczas sztormu soczewka Fresnela została rozbita. Sztormowy wiatr osiągał prędkość 175 km/h. Zniszczeniu uległy również przystań dla jednostek serwisowych oraz linie telefoniczne i wiele innych urządzeń. Potem soczewkę Fresnela zastąpiono silnym reflektorem lotniczym otoczonym metalową siatką dla osłony przed kamieniami często niesionymi sztormowym wiatrem.

Przez pierwsze 2 lata była obsługiwana przez zespół 4 latarników. Pracowali oni w systemie 42 dni pracy i 21 dni wolnych. Silne wiatry, częste mgły oraz ciasne pomieszczenia w latarni, powodowały zły stan psychiczny i fizyczny zatrudnionych tam latarników. Pierwszy z nich Albert Roeder wytrzymał tylko 4 miesiące, potem złożył wymówienie. Niektórzy latarnicy kontaktowali się ze swymi pomocnikami poprzez polecenia pisane na kartkach, podawanymch przy kolacji. Woleli tą formę komunikacji, niż bezpośrednią rozmowę. Według miejscowej gazety, jednego z latarników zwolniono za to, że chcąc pozbyć się swego zwierzchnika dodał mu do posiłku potłuczone szkło. Innego ewakuowano w sierpniu 1906 r. ponieważ obawiał się utraty zmysłów. Tyle donosiła miejscowa prasa. Jednak dobrze wiemy, że niektórym dziennikarzom nie należy bezgranicznie wierzyć.

Pomimo wszystko latarnia była aktywna przez 77 lat, i chwała tym co w niej pracowali.

Koszt budowy latarni był niemały: 125 tysięcy ówczesnych dolarów (obecnie ok 3,8 mln. USD). Do czasu zbudowania St. George Reef Light. w Kalifornii, była to najdroższa latarnia na zachodnim wybrzeżu USA. Budowę zrealizował Korpus Inżynieryjny Armii USA.

Pełna naprawa latarni nie została ukończona aż do 1935 r. Została zdezaktywowana w 1957 r.

Ostatni wpis w dzienniku latarni morskiej dokonany został 1 września 1957 r po ostatecznym wygaszeniu światła nawigacyjnego przez latarnika Jima Gibbsa. Zdecydowanie odbiegał od powszechnie stosowanej rutyny. W wolnym tłumaczeniu wygląda on następująco:
„Żegnaj, latarnia morska Tillamook Rock. Skończyła się pewna epoka. Tym ostatnim wpisem, nie bez sentymentu, zwracam cię do żywiołów. Ty, jeden z najbardziej znanych, a zarazem fascynujących strażników na świecie; Długo przyjaciel miotanego burzą marynarza. Poprzez wyjącą wichurę, gęstą mgłę i zacinający deszcz twoja latarnia morska była gwiazdą nadziei, a twój róg mgłowy głosem zachęty. Niech żywioły natury będą dla Ciebie łaskawe. Przez 77 lat roznosiliście swoje światło przez opustoszałe połacie oceanu. Opiekunowie przychodzili i odchodzili; ludzie żyli i umierali; ale byłeś wierny do końca. Niech twoje lata zachodu słońca będą dobrymi latami. Wasz cel jest teraz tylko symbolem, ale życia, które uratowaliście, i służba, którą wykonaliście, zasługują na najwyższy szacunek. Obrońca życia i mienia dla wszystkich, niech starzy wyjadacze, nowicjusze i podróżnicy po drodze zatrzymają się na brzegu, aby przypomnieć sobie Twoją humanitarną rolę”.
Trzeba przyznać, że cytowany latarnik wykazał się niewątpliwym talentem literackim!
Ten dziennik latarni przechowywany jest w Columbia River Maritime Museum z siedzibą w Astorii.

Po sprzedaży, latarnia kilkakrotnie zmieniała właścicieli. W latach 1980-1999 spełniała rolę „Kolumbarium Wieczności na Morzu”. Czyli przechowywano tam urny z prochami zmarłych osób. Ceny za taki pochówek (zależnie od miejsca) wynosiły 1-5 tysięcy dolarów. Planowana ilość miejsc wynosiła kilkaset tysięcy. Jednak w 2005 r nie odnowiono licencji na prowadzenie tej działalności. Może to i lepiej, bo trudno nazwać Tillamook Rock „miejscem spokojnego spoczynku”.
Obecnie dostęp do byłej latarni możliwy jest jedynie przy użyciu śmigłowca i to jedynie poza sezonem lęgowym gniazdujących tam ptaków morskich. Wówczas nawet właściciele latarni nie mają tam wstępu. W 1981 r była latarnia została wpisana do Narodowego Rejestru Miejsc Historycznych. Nie zapobiegło to wprawdzie stopniowej degradacji struktury budowli, co jednak w najmniejszym nawet stopniu nie przeszkadza żyjącym tam ptakom i lwom morskim. W 2022 r. ponownie ogłoszono możliwość sprzedaży Tillamook Rock Lighthouse. Tak, czy inaczej ta budowla w pełni zasłużyła na swój przydomek „Straszna Tilly”. Osoby posiadające bujną wyobraźnię, dostrzegają ponadto w kształcie skały Tillamook Rock – morskiego potwora.

Osobiście nie wierzę w duchy. Ale gdybym się znalazł w tym miejscu samotnie i w czasie sztormu, to prawdopodobnie czułbym się…raczej nieswojo.

Latarniane ciekawostki

Ziemowit Sokołowski

O ile obsługa latarń morskich usytuowanych na stałym lądzie oraz na dużych wyspach w pobliżu terenów zurbanizowanych, nie nastręczała na ogół większych trudności -to zgoła odmiennie przedstawiała się sytuacja w odosobnionych ich lokalizacjach.

Dotyczyło to zwłaszcza latarń zbudowanych na bezludnych wysepkach, przylądkach, przybrzeżnych skałach lub wręcz posadowionych bezpośrednio na dnie morskim.

Do czasu zastosowania śmigłowców, wymiana załóg i dostawa zaopatrzenia oraz przewóz ekip remontowych, odbywały się wyłącznie przy użyciu niewielkich jednostek pływających. Płytko znużone łodzie wiosłowo -żaglowe a później motorówki, zazwyczaj dobrze sobie radziły nawet przy wysokiej fali- lecz tylko na otwartym akwenie. Znacznie gorzej działo się w przybrzeżnej strefie przyboju. Tam zawsze czyhały największe niebezpieczeństwa wywrócenia i rozbicia łodzi na skalistych plażach. Niemało latarników straciło wówczas życie.

Trudne warunki pogodowe panujące na morzu, niejednokrotnie uniemożliwiały terminową realizację wymiany załóg latarników i dostaw zaopatrzenia. Powodowało to dramatyczne sytuacje dla latarników daremnie oczekujących na zmianę. Zwłaszcza w okolicznościach gdy zapasy prowiantu, paliwa i innych materiałów niezbędnych dla pracy latarni uległy wyczerpaniu a sztormowa pogoda lub zalodzenie, uniemożliwiały dotarcie do bezpiecznego lądu przy użyciu własnych środków ratunkowych. Zatem praca na takich obiektach nawigacyjnych znacznie różniła się od rutynowych obowiązków w latarniach morskich usytuowanych na stałym lądzie.

Począwszy od lat 60 minionego stulecia sytuacja w obsłudze osamotnionych latarń morskich, zaczęła się szybko zmieniać na lepsze. Zdalny monitoring i automatyzacja świateł nawigacyjnych, powiązane z zastosowaniem paneli słonecznych i genaratorów wiatrowych oraz baterii akumulatorów, jako autonomicznych źródeł energii elektrycznej, zastąpiły trudną pracę latarników.

Szybkie i bezpieczne dotarcie do bezzałogowych latarń wymagających naprawy lub prac konserwacyjnych, stało się możliwe dzięki śmigłowcom. Na wielu latarniach zbudowano w tym celu lądowiska, usytuowane w górnej części latern. Na innych lądowano w pobliżu wież latarnianych. Oczywiste, że śmigłowce również mają ograniczenia pogodowe. Tym niemniej ich znaczna prędkość pozwala na wykorzystanie nawet stosunkowo krótkich „okienek pogodowych”. Natomiast przy użyciu pływających środków transportu, jest to znacznie trudniejsze. Bowiem mają one do czynienia tak z żywiołem morskim jak i powietrznym.

W tym dziale przedstawione zostaną wybrane przykłady szczególnych wydarzeń, jakie miały miejsce na niektórych latarniach morskich.